Wenecja, rok 1756. Wieczorem, w opustoszałym teatrze San Luca, ma miejsce makabryczna zbrodnia. Doża Francesco Loredan, za namową swojego doradcy, zwalnia z więzienia niejakiego Pietra Viravoltę, przyjaciela Casanovy – rozpustnego awanturnika, mistrza szpady, w przeszłości zasłużonego szpiega Republiki. Ma on poprowadzić dyskretne śledztwo – tak, by nie zaszkodziło reputacji i interesom państwa. Tymczasem mnożą się bestialskie zbrodnie. Wkrótce staje się jasne, że dokonywane są wedle schematu Boskiej Komedii Dantego i odpowiadają opisom z kolejnych kręgów Piekła. Ich finałem ma być pojawienie się samego Diabła…” – Arnaud Delalande Pułapka Dantego.

Gdy kupowałam tę książkę 2 lata temu, miałam nadzieję, że po przeczytaniu jej, będę mogła dostrzec ten klimat Wenecji, który dany mi był odczuć zwiedzając to tajemnicze miasto pół roku wcześniej. Nie zawiodłam się! Czytałam jednym tchem, przenosząc się w czasie do XVIII wiecznej Wenecji.

Będąc miłośniczką poznawania historii, zawsze pragnę, aby być jej „uczestnikiem”.  Po części udało mi się to, grając kilka lat temu w Call of Duty. Nigdy potem nie natrafiłam na nic ( bo nie szukałam :) ), co pozwoliło by mi znów poczuć się jak świadek historii, aż… do wczoraj.

Więcej na moim alternatywnym blogu: Gram.pl