Dlaczego czytam prasę od końca?

6 komentarzy

Ostatnio zauważyłam, że kiedykolwiek zabieram się za czytania prasy ( codziennej, miesięczników, magazynów) zawsze czytam ją od końca. Chciałabym się podzielić refleksją na ten temat :)

Za każdym razem ( codziennie) gdy biorę prasę do ręki, to na pierwszych stronach czytam: “Wreszcie kasy będą u lekarzy  i adwokatów – ucierpią pacjencji”( Gazeta Codzienna Nowiny, 27 lipca 2010), albo artykuły typu “ojciec zgwałcić córkę” i temu podobne negatywne komunikaty. Ja rozumiem, że sensacja i afery sprzedają się najlepiej, ale widzę tu pewien paradoks.

Przez takie podejście do tematu, karmi się nas, i każdy sam siebie karmi, negatywnymi wiadomościami, co wywołuje jeszcze większe niezadowolenie społeczeństwa i frustrację.

To nie tylko prasa. Wystarczy posłuchać rozmowy chociażby dwóch znajomych. Na pytanie co słychać, nie przesadzę, jeśli powiem, że prawie zawsze słyszę: a daj spokój! Szkoda gadać!

Czy aby na pewno jest tak źle, jak to kreują media i przez to my sami?

Jakież zdziwienie wywołują u moich klientów i znajomych moje odpowiedzi:

” Jest ok. Na urlopie nauczyłam się robić pierogi, zwiedziłam Kraków, Szczawnicę, odnalazłam informacje o moim pradziadku z Kanady, odwiedziłam rodzinę,  spałam ile chciałam, po prostu się byczyłam”

A niestety relacje ludzi powracających z urlopu, to: ” Już zapomniałem co to urlop, znowu praca “

Dlatego czytam prasę od końca, ponieważ znajduję tam artykuły które nastrajają mnie pozytywnie na początku dnia. Może wywiad z ciekawą osobą? Np. z Zofią Czerwińską – wersja online Kojarzyłam ją tylko z Czterdziestolatka, a okazuje się, że ma nietuzinkową osobowość i w jej obecnym  wieku też chciałabym mieć jeszcze taką pasję do życia.

Albo kwestia polityki: czy nie można na pierwszej stornie umieścić artykułu o tym co się wydarzyło pozytywnego w mieście, regionie ?

Przecież jeśli będziemy wpajać ludziom, że jest tylko źle, to w życiu nigdy nie będziemy z niczego zadowoleni i ciągle będziemy mieć studnię bez dna z roszczeniami wobec innych. Apel do dziennikarzy/redakcji. Odwagi w zmianie komunikacji właściwych informacji.

Na szczęście każdy z nas jest wolny i sam decyduje co chce czytać – ja jestem stałą klientką pozytywnych komunikatów :) Oczywiście pomijają strony z plotkami o gwiazdach ;)

Dlaczego chcę zagrać w Assassin’s Creed II?

Dodaj komentarz

Wenecja, rok 1756. Wieczorem, w opustoszałym teatrze San Luca, ma miejsce makabryczna zbrodnia. Doża Francesco Loredan, za namową swojego doradcy, zwalnia z więzienia niejakiego Pietra Viravoltę, przyjaciela Casanovy – rozpustnego awanturnika, mistrza szpady, w przeszłości zasłużonego szpiega Republiki. Ma on poprowadzić dyskretne śledztwo – tak, by nie zaszkodziło reputacji i interesom państwa. Tymczasem mnożą się bestialskie zbrodnie. Wkrótce staje się jasne, że dokonywane są wedle schematu Boskiej Komedii Dantego i odpowiadają opisom z kolejnych kręgów Piekła. Ich finałem ma być pojawienie się samego Diabła…” – Arnaud Delalande Pułapka Dantego.

Gdy kupowałam tę książkę 2 lata temu, miałam nadzieję, że po przeczytaniu jej, będę mogła dostrzec ten klimat Wenecji, który dany mi był odczuć zwiedzając to tajemnicze miasto pół roku wcześniej. Nie zawiodłam się! Czytałam jednym tchem, przenosząc się w czasie do XVIII wiecznej Wenecji.

Będąc miłośniczką poznawania historii, zawsze pragnę, aby być jej „uczestnikiem”.  Po części udało mi się to, grając kilka lat temu w Call of Duty. Nigdy potem nie natrafiłam na nic ( bo nie szukałam :) ), co pozwoliło by mi znów poczuć się jak świadek historii, aż… do wczoraj.

Więcej na moim alternatywnym blogu: Gram.pl

W kierunku Grunwaldu :)

Dodaj komentarz

Mąż na delegacji…

Pierwszy kochanek zajmuje się samotną żoną. Ktoś nagle puka! Pierwszy kochanek chowa się w szafie. Żona otwiera drzwi – drugi kochanek…

Drugi kochanek zajmuję się żoną. Ktoś nagle puka do drzwi! Drugi kochanek kryje się w łazience. Żona otwiera drzwi – trzeci kochanek …

Trzeci kochanek zajmuje się żoną. Ktoś znowu puka do drzwi! Mąż! Trzeci kochanek schował się w zbroi stojącej w rogu pokoju.

Mąż mówi: Zapomniałem kilku rzeczy. Wchodzi do łazienki, ku jego zdumieniu wychodzi nagi mężczyzna i żąda 100 zł za naprawę cieknącego kranu. Oszołomiony mąż płaci.

Zagląda do szafy. Wychodzi z niej nagi mężczyzna i mówi: wszystkie mole zostały wytrute. Należy się 100 zł. Mąż ponownie płaci.

Podchodzi do zbroi, która ewidentnie znajduje się w innym miejscu i słyszy:

- Panie, którędy na Grunwald?!

Poszukiwany….

Dodaj komentarz

Któregoś dnia ( 2 dzień urlopu) postanowiłam stworzyć drzewo genealogiczne naszej rodziny. Przy ustalaniu rodziców, rodziców i ich rodziców, po raz kolejny natrafiłam na opór w postacie informacji o moim pradziadku, który w 1925 roku wyjechał do Kanady, za tzw. chlebem.

Historia jak to mówią bardzo osobista i owiana tajemnicą i rozczarowaniem. Pradziadek tylko raz przyjechał do Polski w 1950 roku, do dorosłych dzieci, które w chwili Jego wyjazdu w 1925 roku, miały odpowiednio: 3 lata i 1,5 roku.

Po wojnie sytuacja polityczna w Polce i ówczesne władze nie dały mu spokoju, toteż nie to było powodem ponownego wyjazdu – pradziadek po prostu nie chciał zostać w Polsce.

I tak życie się toczyło, rodzina wysyłała sobie nawzajem zdjęcia, pradziadek przesyłał kilka dolarów.

Nastąpił rok 1976 kiedy dotarła do Polski informacja, że pradziadek umarł. Zmarł w wieku 77 lat ( o ironio, jego syn, mój dziadek,  również umarł jak miał 77 lata).

Wszczęto postępowania spadkowe, bo istniało podejrzenie, że pradziadek założył drugą rodzinę ( nikt nigdy tego nie potwierdził).

Do dziś nie ustalono miejsca jego pochówku, nawet nie wiadomo, czy w ogóle jeszcze grób istnieje.

Postawiłam sobie za punkt honoru odnalezienie grobu pradziadka,  i być może nie z powodu oddania czci, ale zwykłej ludzkiej życzliwości.  Czuję, że jestem mu to winna i nie wiem dlaczego? Może dlatego, że dzięki niemu istnieję?

Mam archiwalne zdjęcia z 1928 i 1938 roku. Adres spotkania ze znajomymi. Niestety brak dokładnego adresu zamieszkania.

Informacje jakie ustaliłam, to:

Urodzony – 1899 – Zmarły – 1976

Miejsce zamieszkania: Winnipeg, Canada

Skontaktowałam się z administratorem strony: Polish Winnipeg, który poradził mi, aby nawiązać kontakt z parafiami, i od tego zaczynam. Być może informacja o położeniu grobu będzie odnotowana w księgach parafii ?

Inne informacje, które posiadam to:

Adres: 1119 Manitoba Ave, Pritchard – nie ustaliłam jeszcze co to.

The Star Photo Studio, 536 Main St. Winnipeg – studio fotograficzne, gdzie zostało zrobione zdjęcie.

…czekam na odpowiedź z parafii w Winnipeg’u.

“Klątwy, mikroby i uczeni”…

3 komentarzy

Kraków – miasto kultury, nauki, turystyki, religii … wczoraj zobaczyłam oczami historii. Przeczytawszy książkę Zbigniewa Święcha Klątwy, mikroby i uczeni, która zaraz potem zainspirowała mnie do podróży do Krakowa, aby zobaczyć na własne oczy, to co przeczytałam, nie mogę oprzeć się pokusie, aby to, to zobaczyłam, opisać.

Klątwy, mikroby i uczeni, to książka archeologiczna , a nawet dziennikarska, opisująca wydarzenia wokół odkrycia grobu króla Kazimierza Jagiellończyka na Wawelu w roku 1973, po 500 latach od śmierci króla. Nie da się opisać wagi tego wydarzenia z punktu widzenia historii i archeologi, ale dla laika, takiego jak ja,  książka jest wciągająca ze względu na “fakt”, iż odkrycie grobu spowodowało lawinę nagłych śmierci uczestników obecnym przy badaniach szczątków. Czytelników zainteresowanych  szczegółami i losami grobu Jagiellończyka odsyłam do książki, którą czyta się z zapartym tchem.

Jadąc do Krakowa, jak wspomniałam, miałam potrzebę “dotknięcia” tego, o czym czytałam.  Zaczęliśmy od zwiedzania Rynku, oglądałam kamieniczki wg przewodnika zakupionego tuż po przyjeździe do miasta. Zaliczyłam widok Krakowa z wieży Mariackiej.

Czy dostrzegłam akcent rzeszowski na murach Wawelu :)

Szczególne wrażenie zrobiło na mnie Muzeum Archeologiczne w Krakowie, przy ulicy Poselskiej. Taka mała dygresja: było tam niespełna 15 osób – liczba mówi sama za siebie, jeśli chodzi o popularność takich miejsc. Społeczeństwo chyba jest bardziej skłonne do tego, aby posiedzieć na rynku pod parasolkami, aby po wypiciu piwa, zjedzeniu lodów powiedzieć: zwiedziłem Kraków :) Sama kiedyś tak mówiłam, i w obliczu potęgi turystycznej Krakowa, nigdy nie będę gotowa, by tak powiedzieć po raz kolejny.

A więc w Muzeum zwróciłam szczególną uwagę obok prehistorycznych narzędzi, rekonstrukcji ludzkich sylwetek, starożytnych monet, na Mumię Aset-iri-khet-es w sarkofagu i na Światowida ( lub wg innych źródeł Światowita).

Zaglądnięcie do Mumii wywołało u mnie podniesienie adrenaliny. Pierwszy raz moje uczy ujrzały coś takiego.

Zaraz potem przypomniał mi się opis badania profesora Bolesława Smyka, mikrobiologa, który uczestniczył między innymi w innych  badaniach mikrobiologicznych mumii w Kairze w latach w okresie 1971 – 1972. Opis o którym wspominam, dotyczy odkrycia grobu Kazimierza Jagiellończyka i zbadanie jego szczątków. Wyzwanie było dość duże, należało ożywić bakterie, grzyby po 500 latach. Jak zauważa Zbigniew Święch, precedensu dokonał Bolesław Smyk, stosując “szok termiczny” na grzybach pobranych ze szczątków króla. Po tym odkryciu uczony zniszczył wszelkie próbki  ze względu na zagrożenie rozprzestrzenienia się ich w środowisku zewnętrznym. Oto co odkrył: ” W próbce pobranej z kości kolanowej króla odkryliśmy grzyb-pleśń o nazwie Aspergillus flavus ( kropidlak żółty, złocisty), wytwarza on aflatoksyny, groźne substancje chorobotwórcze, powodujące między innymi różne odmiany raka i inne choroby. “1 Odkryto również Aspergillus niger, kropidlak czarny, który wg B. Smyka jest nieszkodliwy dla człowieka. To z kolei wzbudziło moją ciekawość, co do klątwy Tutenchamona. Inny uczony Ezedin Taha z kairu w 1962 roku ogłosił swoje odkrycie, iż w starożytnych grobach i mumiach obecne są trujące grzyby, zachowujące aktywność przez tysiące lat . Zarodniki tych grzybów gdy dostaną się do płuc człowieka powodują wysoką infekcję. Co może tłumaczyć śmiertelność wśród tych, którzy mieli styczność z grobem Tutenchamona. Zapewne kolejna część Z. Święcha Wileńska klątwa Jagiellończyka dostarczy mi więcej ciekawych informacji na ten temat  – książka  jest już w drodze :)

Tak więc, świadomość jakichś pyłków śmiercionośnych spowodowało u mnie dreszczyk emocji.

Jak można się domyśleć, głównym punktem mojej wycieczki było zobaczenie właśnie grobu Jagiellończyka. O zgrozo! Już wchodzę do Katedry, a tu miły Pan zatrzymuje mnie i cienkim głosem zwraca mi uwagę: ” Proszę Pani! Pani musi nałożyć coś na ramiona.” No tak! Turystka za dychę – pomyślałam. Zapomniałam, że  przy zwiedzaniu takich miejsc obowiązują pewne zasady. Moja koszulka na ramiączkach – im nie sprostała. Zawiodłam się. Grobu króla nie zobaczyłam. Dane mi było odwiedzenie grobu Państwa Kaczyńskich, jednak, z szacunkiem dla zmarłych, nie było to dla mnie żadna rekompensata. Pobyt na Wawelu zakończył się,  po nieudanym dostaniu się do grobów królewskich ( może nie było mi dane) na ruinach nieistniejącego kościoła św. Michała. Pierwsza wzmianka o tym kościele datowana jest na rok 1148. Ależ miałam ochotę tam podejść i dotknąć tych fundamentów.

A tak wygląda zawiedziony turysta pod pomnikiem odzyskania niepodległości w 1918 roku :)

Wróćmy zatem do początku mojej opowieści, a co było dalszym krokiem w mojej wycieczce – mój ostatni “celebryta” – wspomniany Światowid. Darzę go szczególną sympatią, gdyż historia (wierzenia) wczesnych Słowian, to była tematyka mojej wstępnej matury z historii – przed laty :)

Zwiedzając piętra Muzeum Archeologicznego, w końcu zniecierpliwiona, zapytałam Panią kustosz ” Gdzie jest Światowid?!”. Myśl, że za chwilę go zobaczę, spowodowała nieopisane pragnienie. Coś mnie do niego ciągnęło. Dokładnie nie wiedziałam, gdzie się znajduje. Więc idąc “szlakiem” zwiedzających, oglądałam zdjęcia, eksponaty, aż dotarłam do pomieszczenia, które było zaciemnione. Podeszłam bliżej i moim oczom ukazał się ON – bóstwo wczesnych Słowian, liczący sobie 1 000 lat. Zatrzymałam się. Ciemność mnie przeraziła. Ale chciałam go zobaczyć z bliska. Robiąc krok, uruchomiłam czujki od świateł i … ukazał się w jasności. Drewniane podejście wokół posągu potęgowało uczucie czegoś majestatycznego – przypomniał mi się obrzęd oddania czci bóstwu w filmie Stara Baśń. Wspaniałe uczucie. Wyobrażam sobie teraz, co czują historycy, archeologowie, antropologowie, gdy dotykają, widzą eksponat którego poszukują.

Odnalezienie Światowida, też ma swoją historię i bohatera. Jak zawsze, to co zostanie znalezione i odkryte podlega kwestionowaniu o autentyczność znaleziska. Idąc za opisem Z. Święcha, badanie Światowida wyglądało następująco. “W Sierpniu 1848 roku znaleziono w nurtach Zbrucza [...] dużych rozmiarów posąg. Dzięki Mieczysławowi Potockiemu w trzy lata później pogańskiego bożka przetransportowana końmi do Krakowa.”2 Dalsze wydarzenia powodują kwestionowanie autentyczności posągu. Szczegółowymi badaniami eksponatu zajął się w latach 1948-49 uczony polski – Rudolf Kozłowski. Krakowski konserwator, po badaniach założył, że pierwotne położenie posągu znajdowało się w ziemi. Zapewne dlatego, że chciano go ukryć przed zniszczeniem – gdyż było pogańskim bóstwem. To, że znalazł się w nurcie rzeki Zbrucz, jest wynikiem podmywanie terenów przez wodę i ostatecznie w wyniku tego procesu przez tyle set lat znalazł się w rzece. Świadczyć o tym, może również fakt” iż nacieki warstwicowe dzielą się na osiem warstewek, co świadczy o ośmiu cyklach zwiększania się zawilgocenia.”3 Podmywanie, wysuszanie itd. Dziś wiemy, iż posąg jest autentyczny, ale czy uczą nas jednocześnie, że to Rudolf Kozłowski potwierdził jego autentyczność ?

Zwiedzający Muzeum, w tym ja oczywiście, najbardziej zachwyceni byliśmy następującym eksponatem:

Naczynie z plastycznym przedstawieniem sceny erotycznej – Kultura Moche ( IV faza 400-500)

No cóż historia prawdę ci powie :)

I tak wygląda moja wycieczka, zawiedzionych nadziei i osobistych spotkań z bóstwami słowiańskimi i egipskimi. Książka Zbigniewa Święcha zawiera o wiele więcej badań, opowieści i powiązań z tekstami źródłowymi – wspomnę tylko o tajemnicy przedłużającej się kanonizacji Królowej Jadwigi, czy też badania zabójstwa biskupa Stanisława.

Warto przeczytać tę książkę – takiej historii nas nie uczą w szkołach :)

Tekst oparty o następujące źródła:

Zbigniew Święch Klątwy, mikroby i uczeni

http://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Awiatowid_ze_Zbrucza

http://pl.wikipedia.org/wiki/Ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82_%C5%9Bw._Micha%C5%82a_na_Wawelu

http://www.ma.krakow.pl/muzeum/ogolne

http://www.egiptologia.pl/egiptomania/ema_tut.html

http://www.lwow.com.pl/adamczew.html

Zdjęcia pochodzą ze zbioru własnego – Zrobione na Wawelu, Muzeum Archeologicznym w Krakowie

1. Z. Święch Klątwy, mikroby i uczeni, str. 65-66

2. Z. Święch, …str. 79-80

3. Z. Święch, … str. 81

http://img651.imageshack.us/img651/9744/krakowspacerzaga159640x.jpg

Starsze wpisy

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.